O wszystkim (Reklama: ,)

Znał się niestety na tym aż nazbyt dobrze. Fiuuut! Oparzyło wierzchołek ucha jak rozpalonym żelazem. Ciepła ciecz zaczęła spływać po policzku... Wzruszył ramionami. Co tam... głupstwo: Jeszcze i tak tego co zostanie wystarczy na ozdobę jakiejś suchej gałęzi. Pech! Przeklęty pech... Że też licho musiało go akurat skusić do zawadzenia o te parszywe Cleveland! Mustang znowu się potknął. Stój, ty taki i owaki! Słówko zabrzmiało mocno niecenzuralnie, John jednak nie miał czasu by zwracać uwagę na naruszenie konwenansów. Wzruszył go jedynie fakt, że głos było słychać zupełnie wyraźnie. I to wzruszyło go mocno. Znowu zerknął przez ramię. Teraz odróżniał już nie tylko srebrny galon, ale także rudawe, rzadkie wąsiki. Bagatela! Reszta pogoni pozostała w tyle dobre kilkadziesiąt metrów. A gdyby tak unieszkodliwić tego zucha na czarnym koniu?... Poprawił się w siodle i wyciągnąwszy w tył rewolwer, zacisnął szczęki, szukając muszką celu. Strzelanie z pędzącego konia nie należy do najłatwiejszych. Szczególnie, gdy chce się trafić. Ale John umiał wiele rozmaitych rzeczy, niedostępnych dla innych śmiertelników. A już ze swoim coltem mógłby pokazywać sztuczki jeszcze lepsze niż kartami. Toteż po jakimś tam ułamku minuty muszka zawisła na wysokości trzeciego z rzędu srebrnego guza na bluzie goniącego. I wtedy właśnie pociągnął cyngiel

(Reklama: , )