O wszystkim (Reklama: ,)
Zresztą nic dziwnego. Gdy wskoczył na siodło słaba poświata różowego zarzewia wskazywała na wstający świat. A teraz słońce rozpalone do białości zawędrowało na pokaźną wysokość nieba. Jeżeli nawet jeszcze nie południe, to w każdym razie gdzieś blisko koło tego. Pół dnia pędu na złamanie karku to nie bagatela nawet dla stalowych muskułów Jerrego. Toteż zaczął jakoś pochrapywać w sposób mocno niepokojący. Ale jeszcze nie ustawał. Jeszcze nie. Ale to najważniejsze. A gdy ustanie... Brr chłodny dreszczyk przebiegł wzdłuż krzyża Johna. Wolał pościg. Horda wyjących diabłów następowała mu nieubłaganie na pięty. Nie miał niestety najmniejszych wątpliwości co do zamiarów goniących za nim ludzi. Niewiele przecież przed paru godzinami już brakowało, by zamiar ten wprowadzili w życie. Stryczek. Otóż to. A ten sposób przeprowadzki na niebiańskie prerie najmniej ze wszystkich możliwych przypadł Johnowi do smaku. Jakaś tam kulka albo solidne pchnięcie nożem w zamieszaniu to co innego. Ale konopny krawat? Czuł niemal już szorstki uścisk wokół szyi. Nie, wszystko, byle nie to! Wrzaski pogoni stawały się coraz bardziej wyraźne. Kolnął ostrogami

